wtorek, 9 lipca 2019

Nauka aktorstwa - czy i jak mówić tekst do siebie

Według tego, jak się uczę, nie. Nie mówić tekstu do siebie, chyba że w formie białej. Powtarzasz to jak robot by zapamiętać i ćwiczysz przy tym emisję głosu.
Albo mówisz parafrazę, czy też improwizujesz, by dotrzeć do treści i uwolnić się od formy. Ale nigdy samemu nie ćwicz właściwego tekstu z improwizacją. Tekst należy mówić żywo, a ćwicząc go samemu uczysz się melodyjki. To potem wypowiadasz z pamięci a nie z serca. To staje się wyuczone, mechaniczne.
Innymi słowy tekst ostateczny ćwicz przed trenerem.
W nowoczesnym aktorstwie celuje się w to, by słowa płynęły żywo, by angażowały duszę i ducha. Nie można klepać tekstu i zachowań na pamięć. Musimy mówić świeżo, utrzymując kontakt ze słuchaczem.
Mówienie z pamięci pomija słuchacza, przypomina włączenie nagrania na YouTube. W porównaniu z prawdziwym graniem to jest sterta kamieni w stosunku do przepysznego dania.
Do rozbijania melodyjek służą różne techniki, które poznasz na dobrych, profesjonalnych zajęciach.
W teatrach nie każdy ma tę wiedzę. Niski poziom sztuki aktorskiej w Polsce, a co za tym idzie filmowej wynika właśnie stąd, że rolę odgrywa się z pamięci i mówi do kamery, jak maszyna powtarzając tekst i zachowanie, nawet emocje, a to dopiero w obliczu drugiego człowieka można aktualizować prawdziwego siebie jako aktora lub aktorkę.
Sądzę, że i do kamery nie należy grać, tylko do kogoś, kto znajduje się na planie, pomijając zupełnie jej obiektyw (przy zachowaniu zasad nagrywania).
Odbiorca angażuje Cię jako istotę osobową, skupienie na kamerze nie wyciągnie z Ciebie życia psychicznego i duchowego, będziesz manifestował tylko formę i swoje ego, i dlatego będzie to takie nudne jak prawie 100% filmów, które pojawiają się na rynku. Osoba do osoby a nie osoba do maszyny lub osoba do powietrza.
Tylko osoba aktywuje osobę, maszyna aktywuje maszynę.
Osoba, od której się uczę, zawodowa aktorka była kiedyś, kilka lat temu na spektaklu. Brała w nim udział znana aktorka, która klepała właśnie melodyjkę. Mówiła do siebie, zupełnie pominęła partnera. Błąd amatora. W czym problem? W tym, że ta Pani jest profesorem jednej z teatralnych szkół państwowych.
Jeśli jakość nauczania się nie zmieni, za parę lat będzie wysyp szkół prywatnych i wiadomość w CV, że ukończyło się wyższe państwowe studia teatralne czy filmowe lepiej będzie zatrzeć gumką, bo kojarzyć się będzie z kichą i stanie się powodem wstydu.
A poziom jest niski, jest fatalnie niski, i jest to główna przyczyna fatalnie niskiego poziomu polskiego teatru i polskiego filmu.
Rynek filmowy się rozwija w trybie geometrycznym, popatrz na Netflix. Polacy z ich wyższymi studiami teatralnymi są sto lat świetlnych w tyle.
Cała nadzieja w prywatnych inicjatywach i w prywatyzowaniu szkół państwowych, gdzie wszystko należy się z budżetu i nie potrzeba zapieprzać by utrzymać się na rynku, ba, by w ogóle istnieć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz